Home Artykuły Od programowania do CCIE – wywiad z Piotrem Wojciechowski

Od programowania do CCIE – wywiad z Piotrem Wojciechowski

Rafał Rudewicz

Piotr Wojciechowski, CCIE #25543

Piotr to jedna z najbardziej rozpoznawalnych osób w polskiej branży IT. Architekt rozwiązań sieciowych oraz partner w Inleo z 15-letnim stażem. Posiada tytuł CCIE od ponad 10 lat. Stały prelegent i członek rady programowej PLNOG. Administrator największego forum fanów Cisco w Polsce ccie.pl. Entuzjasta automatyzacji oraz autor w szkoladevnet.pl

Piotra możecie znaleźć w Social Media:

Jeśli interesuje Cię automatyzacja infrastruktury IT koniecznie zapisz się na newsletter szkoladevnet.pl. Samo mięsko, gorąco polecam.

Z wywiadu dowiesz się:

  • Co to jest DevNet?
  • Ile zajmują przygotowania do CCIE?
  • Czy czeka nas koniec tradycyjnych sieci zarządzanych z CLI?

Rafał Rudewicz: Piotr, to ogromna przyjemność móc z Tobą porozmawiać. Jesteś prawdziwym ekspertem w sieciach komputerowych. W zeszłym roku była nie lada rocznica, Twój tytuł CCIE skończył 10 lat. Jak Twoim zdaniem na przestrzeni tych lat zmieniła się branża?

Piotr Wojciechowski: Dziękuję za zaproszenie. Rzeczywiście ponad 10 lat z tytułem CCIE minęło i ponad 15 lat pracy w branży IT. W tym czasie branża przechodziła ciągłą ewolucję, miejscami rewolucję. Pewne technologie odchodziły w przeszłość, inne okazywały się na tyle elastyczne, że znajdowały zastosowanie w obszarach, do których nie zostały wymyślone. Zmieniła się moc obliczeniowa urządzeń dostępnych na rynku i architektura, a zamiast serwerowni nagle wszyscy znaleźliśmy się w tak zwanej chmurze. O zmianach, jakie zaszły, to można by książkę napisać, a nie krótką odpowiedź na pytanie 🙂

RR: Wspominałeś kiedyś, że zdobycie CCIE zajęło Ci 4 lata, z czego między CCNP, a samym CCIE minęły 2 lata. Czy takie przygotowania faktycznie wyglądają tak, że żegnasz się z rodziną i przez ten czas tylko nauka i nauka?

PW: Inżynier uczy się cały czas. Jeżeli się nie uczę, nie poznaję nowych technologii I rozwiązań, tak naprawdę się cofam. To ile czasu zajmuje przygotowanie się do egzaminów – bo nie jest to jeden egzamin – ze ścieżki CCIE uzależnione jest od indywidualnych możliwości kandydata, ale także od tego jak wygląda jego codzienna praca. 

Na pewno ułatwione zadanie mają inżynierowie, którzy pracują u dużych integratorów, gdyż oni spotykają się z różnymi technologiami na co dzień, przy bardzo różnych projektach. Bez dużej ilości praktyki w tak zwanym „polu walki u klienta” jest o wiele trudniej przygotować się do egzaminów na poziomie eksperckim, a nawet do tych ze ścieżki Professional czy Specialist. 

Książki, czy nawet własne labowanie nie są w stanie oddać rzeczywistych problemów i wpływu na siebie nawzajem różnych technologii, czy mechanizmów. Dlatego na pewno trudniej jest przygotować się do CCIE administratorom, którzy z natury zajmowanego stanowiska zamknięci są w ograniczonym zbiorze technologii i pracują ciągle na jednym znanym „organizmie”.

To wyłączenie się z życia prywatnego to trochę taka plotka, w której jest spore ziarnko prawdy. Pomijając wspomniane już czynniki, które pozytywnie lub negatywnie wpływają na poznawanie technologii, nie da się od tak od życia wyłączyć. Zmienia się po prostu work-life balance. Jak każde egzaminy, także i te z CCIE mają swoją specyfikę. I rzeczywiście, do części praktycznej człowiek musi się na ten miesiąc czy dłużej mocno odłączyć od świata i po prostu skupić na intensywnej nauce, także rzeczy specjalnie pod egzamin, które w realnym świecie raczej nie występują. Nauczyć się pewnej metodyki pracy z zadaniami, choćby po to, by zmieścić się w wyznaczonym limicie czasu. Przestać myśleć, by coś zrobić najlepiej, ale często tak by po prostu działało

RR: Obecnie przyjmuje się, że codziennie swój numer CCIE otrzymują 4 nowe osoby. Czy uważasz, że obecnie łatwiej jest zdobyć ten tytuł?

PW: Tylko tyle? Jakbym miał strzelać, to dawałbym, że z 10. Wydaje mi się, że generalnie trudność egzaminu została na tym samym poziomie co 10 lat temu, zmieniły się trochę warunki brzegowe. Jak zdawałem to cały egzamin był jednym dużym labem bez podziału na część wdrożeniową i troubleshooting. 

Stara forma mi zresztą bardziej odpowiadała. Nowa jest dla wielu osób trudniejsza, bo nie ukrywajmy troubleshooting nie jest prostą sprawą. Ja miałem tego typu zadania wpisane po prostu w scenariusz. Ułatwieniem na pewno jest za to fakt, że bardzo dużo możesz przećwiczyć na wirtualnych urządzeniach, bez konieczności budowania własnego laboratorium, bądź płacenia za dostęp do zdalnych labów. Dostępnych jest na rynku o wiele więcej materiałów (workbooków), choć z ich jakością często różnie bywa.

RR:Muszę Cię o to zapytać. Prowadzisz dwa tematyczne blogi, jesteś administratorem i udzielasz się na forum CCIE.pl, jesteś stałym prelegentem i członkiem rady programowej PLNOG’a oraz organizujesz webinary i to wszystko łączysz razem z pracą zawodową i życiem osobistym. Jak Ty znajdujesz na to wszystko czas? Jaki jest Twój sekret?

PW: Sporo tego jest, a nawet jeszcze więcej, bo ostatnie miesiące przyniosły współpracę z Sekurakiem i wspólne eventy on-line. Od ponad 10 lat piszę też różne artykuły, jestem twórcą paru modułów do Ansible i członkiem grupy opiekującej się modułami do Docker-a w tym projekcie. Parę jeszcze rzeczy by się znalazło. Nie mam jakiegoś przepisu, poza tym, że robię w większości to, co lubię.

Idę wbrew wszelkim mądrym głowom, które nakazują oddzielać życie prywatne i zawodowe. U mnie to jest jeden worek, w którym są w kalendarzu zaznaczone momenty, gdy jestem dla biznesu niedostępny.

Zawsze starałem się tak dobierać pracę, aby była zgodna z moim zegarem biologicznym, a jestem typową sową, która szczyt aktywności ma między 18 a 3. Do życia na obrotach potrzebuję ciągłych wyzwań oraz związanych z nimi sukcesów i porażek. I fajnych ludzi, z którymi projekty można realizować.

szkoladevnet.pl

RR: Jak wcześniej wspomniałem, prowadzisz dwa blogi. Jednym z nich jest od niedawna szkoladevnet.pl. Możesz trochę opowiedzieć o tej inicjatywie?

PW: To, że świat IT się zmienia i idzie w kierunku automatyzacji i „programowalności” widać już od dawna, jednakże świat sieciowy stał dość mocno z boku tego. Jakieś trzy lata temu Robert Ślaski na PLNOG miał prezentację „Jak nie zostać bezrobotnym sieciowcem”, w której zgrabnie ubrał, jak się świat IT zmienia. Chyba na kolejnej edycji z Robertem zrobiliśmy wspólnie sesje, które wprowadzały w sposób praktyczny sieciowców w kwestie automatyzacji i programowania urządzeń sieciowych.

W międzyczasie jeszcze bardziej zatarła się granica pomiędzy światem sieciowym a systemowym i storage-owym. I tak naprawdę mówimy teraz o zarządzaniu i programowaniu infrastruktury IT.

Szkoladevnet.pl ma z jednej strony za zadanie edukować i pokazywać różne rozwiązania z zakresu automatyzacji infrastruktury IT, z drugiej zaś pokazywać moje i nie tylko moje kompetencje w tym obszarze i w ten sposób pozwalać na zdobywanie nowych klientów dla mnie oraz dla Inleo, w którym od roku jestem technologicznym partnerem.

Coraz więcej różnych projektów, czy konsultacji związanych jest właśnie z automatyzacją wdrażania i zarządzania infrastrukturą IT oraz aplikacjami. Same produkty, Software Defined Cokolwiek pokazują, że czas ręcznego zarządzania odszedł do przeszłości.

RR: Czym dla Ciebie jest DevNet? Czy nie jest to czasem taki marketingowy Buzz word wokół coraz bardziej widocznej wszędzie automatyzacji?

PW: Oczywiście, że jest. Dobrze skrojony przez Cisco clickbait, który sam w sobie od czasu wypuszczenia go na rynek ewoluował. To już nie są skrypty w języku Python, zaprogramowane kontenery działające wewnątrz wybranych urządzeń sieciowych.

W tym momencie pod hasłem DevNet kryje się masa zagadnień związanych z zarządzaniem całością infrastruktury, z wykorzystaniem powszechnie dostępnych darmowych i komercyjnych narzędzi takich jak Ansible, Terraform, czy NSO. Mniej jest już takiego czystego programowania i coraz bardziej zaciera się granica pomiędzy światem sieci a nie-sieci.

RR: W jednym z wywiadów, które udzieliłeś, mówiłeś, że Twoje początki w IT to było programowanie, dopiero później przeskoczyłeś na sieci komputerowe. Devnet to dla Ciebie taki powrót do korzeni?

PW: Z tymi korzeniami to tak naprawdę nigdy nie zerwałem. Mam to szczęście, że nauczono mnie myśleć logicznie o strukturze programu, algorytmu, rozwiązywaniu problemu, a nie pisaniu kodu w konkretnym języku programowania.

To podstawowy błąd, który moim zdaniem popełnia się na uczelniach od bardzo wielu lat. Skupia się na języku, a nie na algorytmicznym rozwiązaniu problemu. Zresztą te braki widać u wielu młodych inżynierów, którzy uczą się, że muszą skorzystać z konkretnej informacji, czy polecenia do rozwiązania problemu sieciowego, zamiast myśleć logicznie nad nim. Myślę, że nauka logicznego myślenia była jednym z motorów mojej kariery. Wracając zaś do samego programowania, to narzędzia są teraz całkowicie inne.

Teraz programuję w Python-ie, a nie w C, C++, czy Javie, od których zaczynałem. Pamiętam, że wracając po 15-letniej przerwie do aktywnego programowania, z ciekawości nauczyłem się podstaw języka Swift. Pisanie playbooków w Ansible czy skryptów Terraforma to też forma programowania, o czym wiele osób zapomina.

RR: W tym roku Cisco uruchomiło swoją ścieżkę certyfikacyjną DevNet. Juniper również posiada w swojej ofercie podobną ścieżkę. Warto się nimi zainteresować, czy lepiej skupić się na samych rozwiązaniach do automatyzacji?

PW: Na pewno warto, ale trzeba mieć świadomość tego, że na nich się świat nie zamyka. Pamiętajmy, że są to ścieżki certyfikacyjne konkretnych vendorów, którzy w ten sposób chcą promować własne produkty i rozwiązania. Nie ma w tym nic złego oczywiście. Natomiast jest to pewien wycinek całego ekosystemu automatyzacji. Trzeba pamiętać, że istnieje trochę większy świat. Co więcej, jest to świat, który obejmuje nie tylko poletko sieciowe, ale całą infrastrukturę IT, w którym pewne standardy ustanowili programiści oraz grupy odpowiedzialne za systemy, a automatyzacja zadań w obszarze sieci jest najczęściej elementem większego mechanizmu

W szkole DevNet początkowo nacisk będę kładł na elementy związane z programowaniem w języku Python, a także na wykorzystanie różnego rodzaju narzędzi i łączenie ich w jeden działający ekosystem, za pomocą którego będzie można wdrażać szeroko pojętą automatyzację we własnym labie, a potem przedsiębiorstwie. Nie będzie to podążanie ścieżką certyfikacyjną, którą proponuje Cisco, choć na pewno wiele jej elementów będzie się pojawiać. Pierwszy produkt, o jakim myślę, który z tego projektu może powstać, będzie właśnie związany z wykorzystaniem różnych narzędzi do stworzenia własnego systemu automatyzacji infrastruktury. Będzie to też dobry punkt, by pokazać, jak wiele nowych technologii inżynier sieciowy teraz musi nowych poznać i umieć połączyć  ze sobą.

RR: Komu będzie łatwiej zacząć z DevNet? Osobie z doświadczeniem w sieciach czy programiście?

PW: Wydaje mi się, że jedni i drudzy będą mieli równie trudne zadanie. Pamiętajmy, że programiści uczeni są języków programowania i algorytmów. Specjalizują się w programowaniu frontendu, backendu czy specjalistycznych rozwiązań. Często nie mają zbyt dużego rozeznania w technologiach sieciowych, nie rozumieją protokołów. Pojęcia takie jak tablica routingu, czy różnice między portem L2 i L3, są dla nich abstrakcyjne. Oczekują pewnego zbioru danych wejściowych oraz interfejsu API, by zaprogramować zadaną funkcjonalność w aplikacji. Obca jest im też metodyka prowadzenia wdrożeń i przygotowywania się do nich.

Z drugiej strony inżynierzy sieciowcy mają problemy ze zrozumieniem idei programowania, jak wykorzystać konkretne mechanizmy, budować i zarządzać strukturami danych, czy pisać kod w konkretnych językach programowania. Abstrakcyjne są dla nich pojęcia typu CI/CD, czy wspólna praca nad kodem. DevNet i automatyzacja pozwalają się tym dwóm grupom informatyków spotkać pośrodku.

RR: Na co dzień pracujesz jako Network Solution Architect. Czy klienci, z którymi współpracujesz, od początku oczekują wdrażania automatyzacji, czy jest to jeszcze temat traktowany marginalnie?

PW: Bardzo dużo zależy tutaj od konkretnego klienta. Wiele polskich przedsiębiorstw, także tych z czołówki jest świadoma znaczenia automatyzacji i zmieniających się technologii. Wdrażanie takich rozwiązań jak konteneryzacja wręcz wymuszają na nich odejście od konsoli na rzecz szeroko pojętej programowalności. Cześć robi to świadomie, budując swoje wieloletnie strategie migracji pomiędzy technologiami, uwzględniając głosy analityków i ekspertów rynku, którzy pokazują, w którym kierunku zmiany będą najbardziej prawdopodobne, w którym kierunku podąża świat.

W innym przypadku początkiem były oddolne zmiany ludzi, którzy chcieli po prostu sobie ułatwić pracę i w ten sposób wdrożyli pierwsze mechanizmy automatyzacji i spowodowali lawinę zmian w swoich firmach. Oczywiście jest nadal bardzo duża grupa przedsiębiorców, którzy traktują automatyzację jako nowinkę, której się boją. Wiele osób wręcz uważa ją za zagrożenie nie tyle dla infrastruktury, którą zarządzają, ale po prostu dla własnych pozycji.

RR: Coraz więcej firm kładzie spory nacisk na automatyzację. Czy to oznacza koniec tradycyjnie zarządzanych sieci komputerowych, głównie z poziomu CLI?

PW: Wszystko zależy gdzie. Tam, gdzie zostały stworzone kompletne narzędzia automatyzacji, Software Defined Wszystko, tam konsola odchodzi w niebyt. Takich rozwiązań jest i w najbliższych czasach jeszcze będzie mało. Większość firm będzie działać na rozwiązania hybrydowych, wymieszanych, czyli będzie stare i nowe podejście.

Nawet jeżeli firma samodzielnie buduje sobie cały mechanizm automatyzacji, to znajomość CLI nie może pójść w zapomnienie, bo przecież może się zdarzyć, że te mechanizmy z jakiegoś powodu zawiodą i przestaną działać. Wtedy trzeba będzie sobie radzić dawnymi tekstowymi metodami.

RR: Jaka jest Twoja rekomendacja dla osób dopiero zaczynających pracę w sieciach komputerowych? Lepiej skupić się na typowych podstawach czy od razu iść w stronę DevNet?

PW: Iść środkiem. Myślę, że uaktualnione w ostatnich latach programy certyfikacji CCNA/CCNP, czy ich odpowiedniki pozostałych vendorów dobrze pokazują, w jakim kierunku zmierza świat, ale także skąd idzie zmiana. Nie zapominajmy także, że nauka nie może być oderwana od tego, co robimy zawodowo. Dużo czasu na pewno trzeba będzie poświęcać na to, co w firmie w danym momencie się robi na własnym stanowisku pracy. Nie zapominajmy jednak, że w informatyce jest tak, że jeżeli się nie uczymy, to nie stoimy w miejscu, a się cofamy.

RR: Piotr, dzięki za poświęcony czas!

PW: Cała przyjemność po mojej stronie.

Możesz być również zainteresowany tymi artykułami:

Zostaw komentarz

Na blogu inna sieć wykorzystuję "ciasteczka". Lubię ciastka, a Ty? Lubię ciastka! Chcę wiedzieć więcej